Panna jednooka czyli Mortęska na dziś

Rodzi się dla nieba – mówimy w hagiografiach. Magdalena Mortęska choć zmarła w opinii świętości, nie miała szczęścia, bo jej procesy kanonizacyjne przerywały wojny i pożogi nękające XVII i XVIII wieczną Polskę a wreszcie kasata większości  z klasztorów benedyktynek. Włączono ją jednak w poczet benedyktyńskich świętych. Zatem narodziła się dla nieba 19 lutego 1631 roku (taką datę podaje w swojej książce Karol Górski, natomiast na  benedyktyńskich stronach internetowych mowa o 18, a  w innych miejscach 17 czy nawet 15 lutego), umierając w wieku siedemdziesięciu siedmiu lat.

Urodziła się w 1554 roku, w staropruskiej, spolszczonej rodzinie. Za ważniejsze można jednak uznać jej drugie narodziny: moment, kiedy Mortęska w tajemnicy przed ojcem nauczyła się czytać!

Ta chwila miała gigantyczne znaczenie dla jej osobistego życia, ale również dla kształtu jaki przyjęła reforma reguły benedyktynek i edukacja panien którą prowadziły w przyklasztornych szkołach.

Jej ojciec, starosta Melchior Mortęski, po śmierci żony oddał dwie starsze córki na wychowanie do klasztoru Norbertanek, a Magdalenę do ciotki starościny Wulkowskiej z Topolna. To właśnie w Topolnie, pomagając w kuchni przy oprawianiu nóżek cielęcych, Magdalena wykuła sobie prawe oko. Starościna Wulkowska nie uczyła dziewczynki czytać ani pisać, lecz wychowywała na gospodarną panią domu.

Choć brakowało jej jednego oka, była wysoka (175 cm), przystojna i miała regularne rysy, oraz duży ale kształtny nos  – tak przynajmniej twierdzi jej biograf Kazimierz Górski, który był przy otwieraniu jej trumny. Wbrew woli ojca i jego próbom zaangażowania jej w życie towarzyskie i wydania za mąż, Magdalena odprawiała adoratorów, bowiem dużo wcześniej postanowiła wstąpić do klasztoru. Rozgniewany ojciec osadził ją w rodzinnym dworze w Mortęgach pod opieką ochmistrzyni czyli tzw. „panny starej” i w towarzystwie dziesięciu białogłów. Ustalił również trzy zasady: żaden mężczyzna nie miał mieć dostępu do ich mieszkania, Magdalena miała nie mieć dostępu do książek zwłaszcza o tematyce duchowej, oraz nikt nie miał jej uczyć pisać ani czytać.

Jednak Magdalenie udało się przekonać miejscowego pisarza, by nauczył ją alfabetu. Może dlatego jej najstarsze notatki pisane są nieco archaiczną, niewprawną kursywą. Ta umiejętność była dla niej przełomem. Wkrótce któryś z dworzan przyniósł jej z toruńskiego targu Postyllę ks. Wujka, czyli zbiór Ewangelii na niedziele i święta wraz z komentarzem. Magdalena czytała w ukryciu, zasłaniając nocą okna by nie było widać światła w jej pokoju.

Ostatecznie zrezygnowany ojciec był gotow zapisać jej rodową kamienicę w Toruniu, byle tylko wstąpiła do szanowanego zakonu i żyła z renty. W jej czasach było to częstą praktyką w klasztorach, w którym panny z dobrych domów i z większym posagiem żyły osobno i w innych warunkach niż mniej zamożne. Jednak Magdalena uparła się na wstąpienie do klasztoru benedyktynek w Chełmnie. Jej wstąpienie czy według innej wersji ucieczka do Chełmna wzburzyło ojca i wymagało negocjacji ze strony dalszej rodziny.

Klasztor z XIII wieku był mocno podupadły, opustoszały w skutek braku powołań. Jego ziemie przejęli mieszczanie a mury groziły zawaleniem. Gdy Mortęska wstąpiła do niego 1578 w wieku 24 lat w raz z nią przygotowywało się jeszcze 6 nowicjuszek, a kształceniu towarzyszyło bicie i głód. Dzięki sprzedaniu rzeczy, które przypadły jej w podziale majątku, Magdalena pomogła klasztorowi spłacić długi. Zabiegała też, by jej wuj, biskup Piotr Kostka był obecny na konsekracji nowicjuszek i wymusił uporządkowanie klasztornego życia. 4 czerwca 1579 w obecności bp. Kostki miała miejsce konsekracja, a już 11 czerwca wybory ksieni, którą została Magdalena.

Szybko zaczęła wprowadzać reformy. Wkrótce w westiarni znalazła stare, czarne habity a gdzieś w rupieciach regułę benedyktyńską po niemiecku, żelazny pasek, włosiennicę i dyscyplinę z mieczykami. Jednak pierwotna benedyktyńska reguła okazała się ponad siły sióstr. Chełmińskie benedyktynki uprawiały surową ascezę: mało spały, niewiele jadły,mieszkając w nieogrzewanych murach nie używały pościeli i bielizny… wreszcie wszystkie zachorowały. Wtedy biskup Kostka nakazał i złagodzić surowe zasady: dosypiać po jutrzni, jeść kolację i spać na pościeli.

Reforma i powrót do surowości reguły wywoływały entuzjazm. Klasztor cieszył się powołaniami. Jednak trudno było nie zauważyć, że staro-średniowieczna reguła nie była pisana na potrzeb XVI wiecznego klasztoru położonego na północ od Alp. Mortęska była jednak przeciwniczką stosowanych dotąd dyspens od reguł, uważała że otwierają furtkę psuciu zakonnego życia. Dlatego postanowiła zapisać w odnowionej regule wszystko co będzie zamieniane lub pomijane. Chciała też, by odnowiona reguła uwzględniała prowadzenie przez siostry szkoły dla dziewcząt oraz ujednolicała nowicjat. Po rozmaitych perypetiach i sprzeciwie niektórych sióstr udało jej się zatwierdzić w Rzymie i wydrukować nową regułę w 1605 roku.

Nowa regułą pomijała kary cielesne, nakazywała ksieni częste, indywidualne rozmowy z siostrami, nie dopuszczała różnicowania pomiędzy szlachciankami a mieszczkami i wprowadzała użycie widelca, który był wtedy nowinką.

Kandydatki do zakonu musiały w czasie półrocznego postulatu opanować czytanie i pisanie po polsku i po łacinie, tak by rozumiały godziny, którymi się modliły i mogły korzystać z duchownych lektur gromadzonych obowiązkowo w klasztornej bibliotece. Mortęska nie chciała w klasztorze analfabetek! Załączyła również spis książek, które powinny być na wyposażeniu klasztoru. M.in. Żywoty świętych Skargi, Żywot Panny Marii przypisany św. Bonawenturze, O naśladowaniu Chrystusa, Kolacje, Wywiady z Ojcami Pustyni i Pisma ascetyczne Jana Kasjana, jak również książki z tradycji hiszpańskiej duchowości. Nowicjuszki układały na piśmie swoje medytacje nad tekstami biblijnymi, a ich notatki zachowały się nawet czasem w archiwach.  Podczas negocjacji z Mikołajem Radziwiłłem dotyczących fundacji klasztoru w Nieświeżu nie tylko wyliczyła mu potrzebny księgozbiór, ale zażądała sprowadzenia dla sióstr kapłana po seminarium w Wilnie (seminaryjne przygotowanie to w tych czasach również nowość).

Reguła określała też zależność między klasztorem a prowadzoną przez niego szkołą. Chciała, by wychowanki benedyktynek poznawano po dokładnej znajomości obowiązków chrześcijańskich. Dziewczęta uczono rachunku sumienia, wpajano im wartość nieustannej, choćby krótkiej modlitwy, częste (przynajmniej raz w roku) przystępowanie do Komunii. Uczono też czytania, pisania, rachunków, śpiewu i hafciarstwa. Mówi się, że benedyktyńskie szkoły miały poprzez edukację dziewcząt wpływ nie tylko na swoje wychowanki, ale szlachtę w ogóle. Takie women empowerment w siedemnastowiecznym wydanu…

Reforma Mortęskiej przekształciła benedyktynki w zakon nauczający. To również wywołało opozycję, bo oznaczało, to istnienie zgromadzenia żeńskiego o nie najściślejszej regule. Buntowały się też możni, którzy chcieli osadzać swoje córki na urzędzie ksieni. Reforma Mortęskiej stworzyła właściwie nową gałąź benedyktyńską, opartą o starą regułę, ale zastosowaną w nowy sposób. Ponieważ jej okres nowicjatu trudno uznać za formacyjny, pomocy w duchowym rozwoju szukała u jezuity ks. Jana Zębowskiego, stąd w życiu duchowym chełmińskich benedyktynek znamiona ignacjańskiej duchowości.

A to wszystko, żebyśmy pamiętali, ile mogła znaczyć dla szesnastowiecznej kobiety umiejętność czytania i pisania! Pisania i czytania, które daje dostęp do nowych i starych pism i idei i pożywkę życia duchowego (jaką dla niej na początku stały się Postylle).  Bo jak pisała na łożu śmierci: „bez smaków duchowych pociech życie jest tęskliwe…”

4 myśli nt. „Panna jednooka czyli Mortęska na dziś

    1. ~magda_

      To prawda. Moją uwagę zwrócił jeszcze inny fakt. Kobiety potrafią czytać i pisać. Zdaje się, że w XXI wieku mamy jeszcze takie przestrzenie, obszary, gdzie nie daje się temu wiary jakby czas zamarł, stanął w miejscu.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *