#lifeofwomen

Choć wszyscy zdają się być na nartach lub innych zimowych wyjazdach, wciąż przez parę godzin można wysłać do Watykanu swoją odpowiedź.

Pojawiły się słuszne pytania: a kiedy panowie będą odpowiadać na podobne pytanie. Problem jest od dawna znany, kobietę definiuję się jak nieznane lądy, o mężczyznach tyle się nie rozpisuje.

Pojawiły się też głosy, że jak dali tylko minutę i tak mało czasu to nie jest poważne, więc nie skorzystam. Bo żeby powiedzieć coś naprawdę potrzeba 15 minut. Co ja mam powiedzieć w minutę? – pytałyście. Zgoda. Ta akcja nie wygląda na jakieś bardzo poważne słuchanie głosu kobiet, ale cóż. Wsadzamy stopę w szparę w drzwiach i próbujemy.

Pośmiałyśmy się też trochę – z resztą jak wszyscy – z filmu z blondynką. Katolickie dziennikarki tweetują z przekąsem: „Hej, chłopaki, ale sami nie robiliście tego filmu, nie?” i oceniają go bardzo krytycznie jako mało profesjonalny. Farbowana londynka łopocząca rzęsami która tłumaczy kobietom że są ważne, okazała się mało przekonująca.

Inna rzecz, to kto mógł faktycznie odpowiedzieć na to wezwanie, wysłanie dzień przed wigilią. Prawdopodobnie trudno o 2 tygodnie w roku w których ludzie spędzają mniej czasu przed komputerem i mają małe szanse w ogóle dostać wiadomość.

Ale też kogo pytasz, wysyłając wideo tak po prostu, a nie próbując zaangażować lokalnych mediów katolickich dysponujących sprzętem i … zrobić tego z wyprzedzeniem.

I nie mniej ważne. Pytanie kobiet poprzez internet żeby odpowiedziały za pomocą wideo i zdjęć jest wykluczające. Wykluczające dla tych, które inaczej niż Pani na filmie nie mają smartphona, a których głos powinien zostać zwłaszcza usłyszany. Pośród ponad miliarda katolików żyjących na świecie większość nie miałaby szans odpowiedzieć nawet, gdyby usłyszała pytanie.

Po co więc to całe zachęcanie by się włączyć?

Zwyczajnie dlatego, żeby korzystać z każdej możliwości. Można się irytować na kard. Ravasi na to ile dali czasu i jak ich reklamowe wideo wygląda. Ale można zwyczajnie odpowiedzieć. Co wyniknie, nie wiemy. Ale nie można powiedzieć, że nie próbujemy. Nie opowiesz wszystkiego, rzecz jasna. Ja nawet nie próbowałam.

Mnie przekonała brytyjska teolożka i naczelna katolickiego The Tablet Tina Beattie, która starała się zachęcać do wzięcia udziału w akcji tłumacząc, że im bardziej reprezentatywne i zróżnicowane będą to glosy, tym większa szansa że zaprezentują złożoność ludzkiej kondycji i rozmaite drogi obierane przez kobiety.

Termin nadsyłania wideo i zdjęć upłynie za parę godzin, ale pytanie zostaje: jakie jest Twoje doświadczenie bycia kobietą w Kościele? Może chcesz to jednak opowiedzieć? Blogowy e-mail  zydziiczarownice@gamil.com działa również po 3 stycznia. Tutaj nie trzeba kręcić wideo, można zwyczajnie pisać. Może coś z tego wyniknie? Zatem zapraszam.

Tymczasem takie głosy:

 

I inne z daleka:

12 myśli nt. „#lifeofwomen

      1. Kalina

        Dziękuje bardzo, ale problem okazał się dużo bardziej prozaiczny. Skopiowałam adres wydrukowany błędnie w Pani tekście (gamil. com zamiast gmail.com), co zauwazylam dużo później:))

        Odpowiedz
  1. Alicja

    Myślę, że z tym niedoręczaniem może być problem typu zbyt dużego załącznika. Gmail ma ograniczenie bodajże do 25 MB, nagrania wideo czasami są „cięższe”. Alternatywą byłoby wrzucenie tego na jakiś serwis/serwer (Dysk Google, Dropbox czy coś w tym stylu) i przesłanie linka…

    Odpowiedz
      1. Aleksander Wysocki

        Ha!
        No i wyłazi ta niewolnicza natura kobiety!
        Jak akurat nie można obsługiwać Pana i Władcy,
        to kobieta będzie starała się obsługiwać komputer – jako surogat.

        Choć w sumie to i tak więcej niż nieco bardziej kumate zwierzęta,
        jak dajmy na to wrony czy małpy, które potrafią posługiwać się narzędziami.
        No bo żeby kogoś (coś?) obsługiwać, to trzeba być jednak niezależnym podmiotem…
        😉

        Odpowiedz
        1. Kalina

          Hy, hy, hy…Kochany Panie Aleksandrze, wyłazi meska natura charakteryzujaca się ciasnota patrzenia:)) A trzeba rozpatrywać sprawę z punktu widzenia osiągania lub nieosiągania celu, a nie tego, czy umiemy się posługiwać jakims narzędziem. Można być obłożonym znakomitymi narzędziami, a nie umieć zrealizować swego celu. Celem jest w tym przypadku porozumienie się z Pania Redaktor i przeslanie jej mojej opinii. Chyba Pan zgodzi się, ze nie musze tego robic za pośrednictwem akurat tego adresu. Nie musze tego robic nawet za pośrednictwem komputera:))

          Odpowiedz
          1. Aleksander Wysocki

            🙂

            Nie mówi się „ciasnota” tylko „ścisłość” 🙂

            To tak nawiązując do anegdotki:

            – Mamo! Popatrz jak choinka ładnie się pali!
            – Synku! Nie mówi się „choinka się pali”, tylko „choinka się świeci”.
            – Mamo! Popatrz! Firanki też już się świecą!

            🙂

          2. Kalina

            Niestety, „ścisłość” to cos zupełnie innego niż „ciasnota”. „Ścisłym” mógł być i Einstein. „Ciasnota” to nic innego jak brak widnokręgu:))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *