Archiwum autora: Zuzanna Radzik

A ty? Wolisz piec ciasteczka czy kosić trawę? Po genderkonferencji KAI.

Do sztambucha ku pamięci wpisywano złote myśli.

Po konferencji KAI „Gender oczami specjalistów,” która odbyła się 23 stycznia, mam ich w notesie wiele. W końcu notowałam przez prawie 6 godzin, żeby się nieco rozgrzać w chłodnej sali plenarnej siedziby Konferencji Episkopatu Polski. Co tam nie było mówione.

Z ciekawszych opinii usłyszeliśmy, że po ratyfikacji konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet będzie trzeba zamknąć seminaria duchowne. Prof. Lew Starowicz tłumaczył natomiast, że w związkach równościowych, w których dąży się do niwelacji różnic (kobieta próbuje zrobić z mężczyzny kobietę bis) zanika pożądanie.

Mam zatem kolekcję myśli i cytatów wartych zapamiętania z różnych powodów. Selektywna i subiektywna to kolekcja. Tu mówimy zwykle o Żydach i kobietach, więc chętnie się podzielę kilkoma cytatami w temacie:

„Z góry mówię, że chociaż niektóre środowiska traktują mnie jako zwolenniczkę ich poglądów. Otóż ja mam poglądy niezwykle tradycyjne. To znaczy, bardzo bym nie chciała żeby w Kościele polskim doszło do tego do czego doszło w Kościele kanadyjskim, że jezuici żeby się przypodobać tamtejszym prądom, robią na drutach sweterki ze starszymi paniami. Autentyk. I modlimy się tam nie Ojcze, tylko Matko nasza. Myślę, że po prostu trochę nam się pokręciło.”
— s. Małgorzata Chmielewska

„Równość w godności, którą Kościół od samego początku i sam Pan Jezus podkreślał, ma nic wspólnego z równością funkcji. To mówi św. Paweł o różnych darach. Stąd nie mam najmniejszych marzeń o tym, żeby być kapłanem. Co więcej, uważam że kobiety robią ogromny błąd, dlatego że my nie musimy wszystkiego chcieć robić za panów, niech oni się z tym kapłaństwem pomęczą.”
— s. Małgorzata Chmielewska

„Pan Jezus chodziłby brudny, obdarty i głodny, gdyby nie dziesiątki kobiet, które za nim szły i które mu udzielały ze swego mienia. Ale – uwaga – to była slużba z miłości. Robiły jedzenie, pewnie jakoś tam prały (w końcu nie przypuszczam, żeby św. Piotr potrafił sobie uprać szaty, być może źle go oceniam). Ale Pan Jezus nie wykorzystał tego do budowania swojego wizerunku, do budowania swojej władzy. Zarówno te kobiety jak i on sam, Bóg-Człowiek, mieli głębokie poczucie, że razem służą miłości. I nie miało to znaczenia, czy było to pranie (nie było wtedy skarpetek, ale załóżmy szarfę czy tunikę apostołów), czy szykowanie jedzenia, czy było to głoszenie. Tylko pod tyn warunkiem mogę się zgodzić na to, że dziewczyna młoda, wstępująca do zakonu, będzie gotować w seminarium. Pod tym warunkiem. Bo jeżeli to będzie służyć wyłącznie temu, żeby mężczyźni w Kościele przejmowali całą władzę (mówię o władzy materialnej), żeby służba kobiet nie była doceniona, to ja mówię nie.”
— s. Małgorzata Chmielewska

„Musimy wrócić do ciężkiej pracy nad harmonią, która musi się objawiać w konkretnych gestach. To nie może być tak, że mówimy, że wszyscy są równi, a jak rozmawiamy, czy Episkopat się zastanawia nad rodziną, to nie ma żadnej baby, albo jest pół i do tego siostra zakonna.”
— s. Małgorzata Chmielewska

„Kościół liczebnie składa się conajmniej w 50% z kobiet i w 50% z mężczyzn, a patrząc na uczestnictwo w mszach niedzielnych to więcej jest kobiet. Bogactwo duchowe, które niosą te kobiety, my niesiemy, doświadczenie nasze życiowe nie ma przełożenia – jest jakaś blokada – na doświadczenie całego Kościoła. Może dlatego, że nie umoemy siebie słuchać. Że proboszcz w Kościele nie został nauczony tego, by wysłuchać bogactwa duchowego i pozwolić się nim podzielić. Kościół jest i będzie kaleki w każdym miejscu, w którym nie ma razem mężczyzn i kobiet.”
— s. Małgorzata Chmielewska

„Jest jakis korek między przepływem doświadczeń duchowych kobiet i mężczyzn. Gdybyśmy podzielil się tym, co mamy do powiedzenia, podzielili się naszymi doświadczeniami i nie bali się tego, Kościół byłby dużo bogatszy, a kobiety nie chodziłyby i nie mówiłyby (zwłaszcza te bardziej co bardziej młode), że są niedocenione. Tego mi brakuje.”
— s. Małgorzata Chmielewska

„Chciałabym się z Państwem podzielić czym jako kobieta się niepokoję, słuchając o ideologii gender. Chcę powiedzieć o gender jako o pewnego rodzaju ingerencji w moją kobiecość i w moje macierzyństwo, którego istotą jest wychowanie dzieci. Bo patrząc na to, co dzieje się już w krajach, w których ta ideologia gender rzeczywiście zafunkcjonowała, widzę dążenie do stopniowego decydowania o wychowaniu naszych dzieci. Jako kobieta bardzo się tym martwię. ”
— Kinga Małecka-Prybyło, fundacja PRO Prawo do Życia

„Jako kobiecość rozumiem delikatność, troskę, chęć dawania życia, chęć troszczenia się o to życie. Rozumiem przez kobiecość również niezwykłą empatię, to połączenie niezwykłych cech jak kruchość i jakaś odporność. Jesteśmy jako kobiety tak ukształtowane, że podejmujemy wiele wyzwań, wśród których najważniejsze dla nas jest wychowanie dzieci. My jako kobiety najlepiej wiemy co jest dobre dla naszych dzieci. Mamy to zwyczajnie w naszej naturze. Kobiecość jest naszym darem i jest jednocześnie naszym wielkim szczęściem.”
— Kinga Małecka-Prybyło, fundacja PRO Prawo do Życia

„Kiedy słucham haseł bardzo aktywnych pań genderystek, to bardzo się martwię, że one pod pozorem naprawdę dobrych rzeczy, równouprawnienia, troski o nasze prawa – pozytywnych i wyglądających bardzo dobrze – jednak ukrywają coś innego. Bo jak przyjrzeć się bliżej temu co się do nas mówi, to okazuje się, że to jest zrównanie kobiet i mężczyzn na każdej płaszczyźnie. Powiem szczerze, że nie jestem zainteresowana zrównaniem z mężczyzną, bardzo dobrze czuję się w swojej roli. Lubię piec ciasteczka, dekorować dom i bardzo się cieszę, że mój mąż woli odśnieżać podwórko, lubi dokładać do pieca i kosić trawnik. Ja kiedyś spróbowałam kosić trawnik, ale już po napotkaniu pierwszego pagórka zrezygnowałam. Więc my się bardzo pięknie uzupełniamy i dzięki temu tworzymy piękny dom i harmonijną rodzinę.”
— Kinga Małecka-Prybyło, fundacja PRO Prawo do Życia

„Zmusza się nasze dzieci, żeby poszły wcześniej do szkoły. Następnie zakazuje się informowania rodziców czego w szkole się uczą (proszę przypomnieć sobie przykład Rybnika). Odbiera się, na następnym etapie dzieci rodzicom, potem w końcu zamyka się rodziców w więzieniach, kiedy nie chcą by chodziły do szkoły i uczyły takich a nie innych treści. Więc to jest duży zamach na nasze rodzicielstwo i to mnie bardzo jako kobietę martwi. ”
— Kinga Małecka-Prybyło, fundacja PRO Prawo do Życia

„Jeszcze większym moim zmartwieniem jako kobiety i matki jest założenie równościowego traktowania i wychowania dzieci. Ja mam dwóch synów i córeczkę i oni naprawdę bardzo się różnią. Żeby nie wiem jak wspólne zabawki kupować, to zawsze córeczka będzie wybierała te dziewczęce zabawki. Poza tym będzie przejawiała też takie niezwykłe, kobiece cechy. ( tu historia o 3-letniej córeczce i chorym braciszku: „Spontanicznie pobiegła do szafy po kocyk żeby go przykryć, bo czuła, że musi pomóc. Bardzo dobrze czuje swoją naturę.”)
Musimy pielegnować te różnice w naszych dzieciach.”
— Kinga Małecka-Prybyło, fundacja PRO Prawo do Życia

„To, czym mnie najbardziej niepokoi gender to zamach na niewinność naszych dzieci. Seksualizacja i demoralizacja naszych dzieci. To jest coś, na co absolutnie nie ma zgody mojej jako matki i myślę, że mówię tu w imieniu wielu kobiet, wszystkich normalnie myślących kobiet i rodziców. Wdrażanie seksualnych technik do przedszkola naprawdę nie służy naszym dzieciom. ( tu o standardach WHO, uczeniu przedszkolaków masturbacji i szesciolatków rodzajów antykoncepcji). To jest oczywiste deprawowanie naszych dzieci, to jest oczywisty zamach na ich niewinność, to pozbawianie ich wstydu i to jest wychowywanie ofiar dla pedofilów. Nie możemy mieć wątpliwości, że to idzie w tym kierunku.”
— Kinga Małecka-Prybyło, fundacja PRO Prawo do Życia

Powiedziałam Państwu te słowa dzisiaj z takiej też kobiecej strony, nieskażonej jeszcze genderyzmem, myślę że obdarzonej empatią i jakąś taką kobiecą intuicją. Chcę powiedzieć, że czuję, że ta ideologia zmierza do katastrofy.
— Kinga Małecka-Prybyło, fundacja PRO Prawo do Życia

Siostry ziomalki

Oglądaliście „Orange is the New Black,” serial Netflixu o amerykańskim więzieniu dla kobiet?

Wśród kobiet odsiadujących swoje wyroki jest też zakonnica, siostra Mary Ingalls. Starsza, w religijnych poglądach chyba dość nowoczesna, przyjaźni się z Sofią-transeksualistką. Więzienny rumor niesie, że siedzi za uliczne protesty. Proszę, taki popkulturowy obraz zakonnicy.

Owszem, bywały już w amerykańskim kinie niebanalne postacie zakonnic, jak ta w komediowej roli Whoopi Golberg, a zwłaszcza w Dead Man Walking. Postać siostry zakonnej towarzyszącej skazanym na śmierć, oparta została na prawdziwej historii siostry Helen Prejean, na której książce Dead Man Walking: An Eyewitness Account of the Death Penalty in the United State oparta była fabuła filmu.

S. Mary Ingalls też ma swoją rzeczywistą odpowiedniczkę. Serial Netflixu powstał bowiem na podstawie więziennych wspomnień Piper Kerman (w serialu jako główna bohaterka Piper Chapman), a jej współwięźniarką była s. Ardeth Platte. S. Platte, zagorzała pacyfistka, została zatrzymana w 2002 roku wraz z dwoma innymi siostrami, gdy włamały się na teren wyrzutni rakiet w Kolorado. Krwią na silosach rakiet wymalowały krzyże, protestując przeciw trwającej od prawie roku wojny w Afganistanie. W więzieniu miałą spędzić 41 miesięcy, wyszła przedterminowo. W 2008 roku Policja Stanu Maryland umieściła jej nazwisko na liście podejrzanych o terroryzm i obserwowanych, co niezmiernie ją oburzyło. „Terrorystki? – dziwiła się na konferencji prasowej. Nie używamy przemocy. Opieramy się na wierze.” „Jesteśmy dominikankami, naszą misją jest prawda – tłumaczyła na tej samej konferencji jej koleżanka s. Carol Gilbert, której nazwisko również znalazło się na liście podejrzanych o terroryzm. Obie weszły w 2010 roku, w grupie dwunastu osób, na teren fabryki Y12 w Oak Ridge (Tennessee) wytwarzającej broń nuklearną, by uczestniczyć w siedzącym proteście. Stojąc w tej sprawie w 2011 przed sądem s. Platte wygłosiła swoje stanowisko zatytułowane: Odmawiam milczenia. Opowiadała sądowi i zgromadzonym historię swojej działalności, szczególnie od lat sześćdziesiątych. To z nauczania Jezusa i dostrzeżenia nierówności klasowych, rasizmu i seksizmu miało wynikać jej społeczne zaangażowanie.

serialowa s. Mary Ingalls i prawdziwa s. Ardeth Platte

Siostra Platte, dziś 78-letnia, wstąpiła do dominikanek w 1954 roku, czyli 60 lat temu! W tym czasie była dyrektorką szkoły, mieszkała w pobliżu kilku baz wojskowych działając na rzecz ich zamknięcia, skutecznie doprowadziła do tego że na terenie Stanu Michigan nie ma broni jądrowej. Wielokrotnie siedziała w więzieniu za protesty.

Ale nie o samej siostrze Platte miała być mowa. Ani nie tylko o jej serialowej odpowiedniczce, która mówi o sobie jako o ziomalce papieża (Pope’s Homie). Miało być  o zakonnicach, zagorzałych pacyfistkach. O amerykańskich katolikach-pacyfistach w ogóle.

Tak, słyszałam oczywiście o tym, jak świeccy katolicy, księża i zakonnice włączali się w obywatelskie, antyrasistowskie i antywojenne protesty lat 60-tych i 70-tych. Przy lekturze the National Catholic Reporter zadziwiało mnie jednak wielokrotnie, że wciąż czytamy o protestach zakonnic takich jak siostry Platte; aresztowaniach i procesach katolików-pacyfistów.

Na przykład całkiem niedawno zatrzymano dwóch studentów teologii na Princeton  i członka ruchu The Catholic Worker za protest przeciw używaniu przez USA dronów. Zaś w październiku 2013 w przed sądem w Syracuse (N.Y) stanęło pięciu katolików, którzy blokowali wejście do Hancock Field Air National Guard Base, regionalnego centrum nawigacji dronów, we Środę Popielcową 13 lutego 2013. Wydali oświadczenie, że sprzeciwiają się niemoralnym i nielegalnym atakom dronów. Przed sądem, wobec sędziego również katolika, mówili o rezultatach ataków dronami i historii zmiany polityki poprzez obywatelskie nieposłuszeństwo. Policjanta który ich aresztował, spytali czy jest świadom, że artykuł 6 konstytucji USA mówi o respektowaniu umów międzynarodowych. A ataki dronów łamią wszak prawo międzynarodowe. Policjant przyznał, że nie był tego świadom. Sędzia orzekł, że choć chciał ich skazać na więzienie, to nie dostrzega mens rea, czyli nie widzi, by oskarżeni chcieli złamać prawo.

W grudniu z kolei odbył się proces ośmiu aktywistów, którzy wkroczyli na teren National Nuclear Security Administration’s Kansas City Plant, produkującej 85% materiałów do broni nuklearnej. W lipcu pod fabryką zgromadziło się osiemdziesięciu aktywistów lokalnych, księży i sióstr zakonnych, protestując przeciwko środowiskowym kosztom fabryki. Pod koniec procesu sędzia wyjaśniał, że zgłosił się do tej sprawy, bo uczestniczył już w jednej podobnej i znajduje temat ciekawym: „Za każdym razem czegoś się od Was uczę.” Poprzednio skazał aktywistów na 2 lata więzienia, teraz wyrok był zaskakujący. Rozumiem wasze argumenty – powiedział sędzia – zagłębiłem się w historię działaczy na rzecz praw obywatelskich, tak jak mówiliście, wszyscy ponosili konsekwencje swoich działań. Najważniejsze jest jednak, że świat zmienił się dzięki ich działaniom. Mogę teraz tu siedzieć, jako czarny mężczyzna, i wydawać sprawiedliwe wyroki.” W ramach wyroku nakazał aktywistom napisać stronę eseju w odpowiedzi na jedno z sześciu pytań, dotyczących zbrojenia w broń jądrową. Zamierza dołączyć te odpowiedzi do akt sprawy, które będą dostępne i jawne.

Siostra Kathleen Desaultes bierze z kolei regularnie udział w protestach przeciw NATO i jego interwencjom (Afganistan). Siedemdziesięcioczteroletnia zakonnica kieruje marszem i pilnuje, by protest był pokojowy. Wie co robi, bo brała udział w setkach demonstracji w Chicago, Decatur, Waszyngtonie, San Francisco, Nikaragui, El Salvador i na Haiti. Siostra Kathleen mówi o swoim zakonie: „Nie jesteśmy agencją pomocy społecznej, nie zajmujemy się dobroczynnością. Jesteśmy wezwane, żeby być alternatywnym, krytycznym głosem.”

Jak mówi serialowa s. Mary, to są ziomalki papieża i pewnie ziomalki Jezusa.

20130831-144423.jpg

Miały dużo szczęścia, w ciemno kupując bilety do Rzymu (Duch Święty? zwykły fart?). Udało im się przez znajomych z teatru załatwić dym, bo nie można go było przewieźć samolotem. W końcu, w pierwszym dniu konklawe stanęły na Piazza Garibaldi modląc się i wypuszczając z rac różowy dym. Pewnie z resztą czytaliście o tym w gazetach, choć niektóre media pomyliły aktywistki Women’s Ordination Worldwide z protestującym topless Femenem.

Ponieważ tłumy zgromadzonych w Watykanie dziennikarzy nudziły się w oczekiwaniu na właściwy dym, malownicza akcja WOW przykuła uwagę i rozmaite media puściły informację w świat.

Te kilka dni, gdy stu piętnastu starszych mężczyzn (jak nazwała ich Erin Saiz Hanna z Women’s Ordination Conference: oldboy club) wybierało nową głowę Kościoła katolickiego, było świetnym momentem, żeby przypomnieć, że kobiety są wykluczone z procesów decyzyjnych w Kościele. Rozmowa, którą stara się prowadzić WOW, dotyczy rzecz jasna ordynacji kobiet ale również dojmującego braku równości w Kościele.

Różowy dym ponad Watykanem (‚Pink Smoke Over the Vatican’) to tytuł filmu który podsunął pomysł na happening.

Różowy dym pojawił się nie tylko w Rzymie, ale też w wielu miejscach w Stanach Zjednoczonych. Stał się symbolem postulatu równego włączenia kobiet we władzę i decyzje w Kościele.

Old boys’ club, boys’ club… A jak się rozejrzycie po swoich kościołach, to zobaczycie tam przecież głównie kobiety.

To może ktoś załatwi różowy dym i pójdziemy na skwer pod siedzibą episkopatu?

http://www.youtube.com/watch?v=323tNkBZHeo&feature=youtube_gdata_player

<a

Kobiety na rzecz kapłaństwa kobiet

Wczoraj w Woking pod Londynem rozpoczęło się spotkanie komitetu sterującego Women’s Ordination Worldwide, organizacji skupiającej rozmaite katolickie grupy działające na rzecz kapłaństwa kobiet. Każda z organizacji skupia się na czym innym. Jest pośród nich kobieta-ksiądz, przedstawicielka Roman Catholic Women Priests. Rzecz jasna ważność ich święceń nie jest uznawana przez Watykan, ale jest ich na świecie około 160. Mają swoje parafie, sprawują sakramenty. Są w tym gronie kobiety czujące powołanie, lecz pozostające w Kościele katolickim, zresztą z różnych powodów. Najczęściej powtarzają, że pomagają w parafiach, pracują z więźniami, uczą dzieci ale mogłyby dla Kościoła zrobić dużo więcej…

Dyskutowały już o Franciszku, o zbliżającej się dwudziestej rocznicy wydania przez Jana Pawła II dokumentu Ordinatio Sacerdotalis, który według Watykanu zamknął dyskusję o święceniach kobiet. Właśnie rozmawiają o diakonacie kobiet. Słucham ważnie, zatem więcej szczegółów wkrótce.

Tymczasem, na rozgrzewkę, piosenka. Nagrały ją dziewczyny z Women’s Ordination Conference ze Stanów Zjednoczonych. „Mam powołanie, wyświęćcie kobietę!” – śpiewają. „Jak myślisz, dokąd zmierza Kościół?” Wspominają też, że inne kościoły oferują kobietom więcej, ale one chcą pozostać katoliczkami, czując się równymi.

„Hey, I was baptized, and this is crazy,

but God just called me, so ordain a Lady!

Odszedł Geza Vermes (1924-2013)

Wczoraj, 8 maja nad ranem, w wyniku nawrotu choroby nowotworowej, zmarł Geza Vermes. Legendarny badacz zwojów znad Morza Martwego. Akademicki celebryta, który erudycję łączył z umiejętnością rozmowy i spotykania ludzi. Człowiek, którego badania zmieniły sposób mówienia o starożytnym judaizmie i początkach chrześcijaństwa.

Urodził się w 1924 roku na Węgrzech w żydowskiej rodzinie, która gdy miał sześć lat przyjęła katolicyzm. Po chrzcie, jak twierdził, jego matka stała się bardzo pobożna, natomiast w życiu jego ojca zmieniło się niewiele. Syn uważał, że ojciec zgodził się na chrzest by on miał w życiu lepsze szanse. Z religijnej edukacji Vermes znał tylko książeczkę do nabożeństwa i różaniec. Biblii nie trzymał nigdy w rekach, nie mówiąc o czytaniu. To było dla protestantów.

Tymczasem mając lat dziewiętnaście postanowił podjąć studia teologiczne. Przyznawałe, że w 1942 seminarium było jedyną szansą na sensowne studia. Miał przed sobą sześć lat solidnej nauki filozofii i teologii. Z resztą, choć doświadczający dyskryminacji jako Żyd ,sam siebie postrzegał jako katolika o żydowskich korzeniach i nie widział w wyborze kapłaństwa nic nadzwyczajnego. Gdy nie przyjęto go do jezuitów, kierował się do diecezjalnego seminarium i tak jesienią 1942 rozpoczął naukę.  Wiosną 1944 roku musiał opuścić seminarium i zacząć się ukrywać z pomocą kościelnych instytucji. To wtedy, jedynie przelotnie, spotkał się po raz ostatni raz z matką. Ojciec już wcześniej został zabrany z getta do obozu. Oboje rodzice zginęli w czasie Zagłady.

„Widzę, że męczysz sie teraz nad czymś czego powinienieś sie był nauczyć jako dziecko – westchnał jeden z jego wujów widząc seminarzystę trudzącego się nad nauką hebrajskiego. Geza natknął się na Bblię Hebrajską w pokoju profesora i poczuł fascynację i niemal konieczność poznania tego języka. Tak rozpoczynała się jego akademicka kariera.

Nie przyjęty do dominikanów, którzy nie chcieli w swoich szeregach żydowskiego konwertyty, usłyszał o Braciach Matki Bożej z Syjonu. Wydawało mu się błędnie, że zakon składa się z samych ochrzczonych Żydów, takich jak on. Został przyjęty i wyjechał do Belgii gdzie kontynuował swoje studia w Louvain. Studiował Biblię Hebrajską w czasie gdy nawet codzienna prasa przynosiła rewelacje na temat odkrytych w 1947 roku zwojów z Qumran nad Morzem Martwym. To właśnie manuskryptom z Qumran poświęcił swój doktorat i przed jego ukończeniem pojechał do Jerozolimy, gdzie mimo trudności udało mu się odwiedzić groty i zobaczyć niektóre z przechowywanych przez dominkanów z Ecole Biblique fragmentów.  „To było niewiarygodnie ekscytujące, zobaczyć je po raz pierwszy. Sam widziałem, gdy arabscy kupcy przynosili fragmenty zwojów na sprzedaż do Ecole.” – opowiadał dziennikarzowi BBC. I ciągnął: „Ludzie zdziwiliby się wiedząc, że najstarsze manuskrypyty jakie mieliśmy wcześniej pochodziły z XI wieku. I nagle taki skok w czasie, znajdujemy manuskrypty biblijne o tyle wcześniejsze.”

Jego ukończony w 1953 roku doktorat był jedną z pierwszych poważnych anglojęzycznych książek na temat tego gorącego archeologicznego odkrycia. To sprawiło, że jako niespełna trzydziestolatek stał się rozchwytywanym akademickim ekspertem od tajemniczych zwojów.

Wkrótce po tak świetnym rozpoczęciu akademickiej kariery, w 1957 roku zakochał się i dla swojej przyszłej wieloletniej żony Pam odszedł z zakonu, a z czasem porzucił też katolicyzm. Z czasem powrócił do judaizmu.

Jego akademicki życiorys jest imponujący. Jako pierwszy rozpoczął tłumaczenie zwojów z Qumran na angielski, wydając w 1962 ich pierwszy przekład. Tematy którymi się zajmował  bezpowrotnie zmieniały oblicze badań nad wczesnym chrześcijaństwem i judaizmem, był zatem w centrum akademickich wydarzeń tej dziedziny.

Wreszcie, podczas roku sabatycznego, znużony redagowaniem książki o starożytnym judaizmie postanowił napisać książkę o Jezusie.

Jego książka Jesus the Jew: A Historian’s Reading of the Gospels została wydana w 1973 roku.  Zwykle nazywa się ją przełomową lub rewolucyjną. Sam Vermes opowiadał, że zdziwiły go entuzjastyczne reakcje zarówno żydowskich jak chrześcijańskich badaczy mówiących, że badania nad historycznym Jezusem po tej książce nie będą tym samym. Rzeczywiście, do czasu jej wydania obowiązywał akademicki paradygmat stworzony przez Rudolfa Bultmana i sugerujący, że historycznego Jezusa odtworzyć się nie da. Jesteśmy skazani na domysły bowiem postać, którą poznajemy dzięki ewangeliom to Jezus wiary.

Vermes, studiujący od lat intensywnie judaizm okresu Jezusa uznał, że ma coś na temat historycznego Jezusa do powiedzenia. Dla niego, Jezus był żydowskim uzdrowicielem i rewolucjonistą, który nie zamierzał tworzyć nowej religii. To co Jezus mówił, trzeba czytać w kontekście jego czasów, rozumiejąc judaizm tego okresu i dopiero wtedy orzekać co miał na myśli. Tak Geza Vermes opowiadał o swoich badaniach w wywiazie udzielonym Tygodnikowi:

„W swojej pracy starałem się sięgać po nowe metody. Chciałem zbadać obraz Jezusa, który pojawia się w Ewangeliach, i porównać go ze szczupłym co prawda i nie pierwszej jakości zasobem danych o postaciach podobnych: prorokach, mistykach tamtego czasu. Sądzę, że jedno z drugim się uzupełnia, nawzajem oświetla. Chciałem pokazać, że można patrzeć na Jezusa w sposób, który pasuje do kontekstu, zgadza się z informacjami o Galilei z I wieku i który, przynajmniej dla mnie, ma sens.”

Całość wywiadu: wywiad Tygodnika Powszechnego z Gezą Vermesem (14.02.2008)

Prawie osiemdziesiąt lat jego życia obfitowało w piękne ale i tragiczne wydarzenia. Swoją autobiografię nazwał Providential Accidents (Opatrznościowe wypadki) jakby sugerując, że gdziekolwiek i w jakiejkolwiek roli znalazł się w życiu, miało to swój głębszy sens. Żyd, chrześcijanin, ksiądz, profesor Oxfordu, badacz budzących zdumienie archeologicznych odkryć. Jak zauważyła w recenzji jego autobiografii Paula Fredriksen, profesor na Uniwersytecie Bostońskim, życie Vermesa jest opowieścią o relacjach chrześcijańko-żydowskich w XX wieku, jak i przemianach akademickich badań nad tymi relacjami w starożytności.

 

 Więcej:

Wywiad z Gezą Vermesem o jego autobiografii (ang.)

Tu można wysłuchać wykładu Gezy Vermesa, wystepującego w krawacie z motywem, a jakże, odnalezionego w Qumran zwoju Reguły Zrzeszenia:

מגיע לי

Wielkoczwartkowa liturgia w jerozolimskiej parafii. A.D. 2013. Mycie nóg. W pierwszych rzędach siedzą w większości kobiety. To właśnie one, jak siedzący obok mężczyzni, będą uczestniczyć w obrzędzie.

Następnego ranka na lotnisku przeglądam prasę i komentarze. Po raz pierwszy papież obmywa nogi również kobiecie. Rewolucja. Papież szokuje.

Kogo szokuje, tego szokuje. Mnie zawsze nie pasowało, że tego wieczora w obrzędzie brali udział jedynie mężczyzni, starannie wybrani. Dobrze mi było zawsze w tej jerozolimskiej oczywistości, że prezbiter obmywa nogi swoich parafian, jakiejkolwiek są płci.

Smutne, że coś tak zwykłego i oczywistego musi być wstrząsem i rewolucją, prawda?

מגיע לי… Ten codzienny hebrajski zwrot automatycznie przyszedł mi na myśl tego ranka, kiedy wzruszałam ramionami czytając kolejne komentarze. Magia li, przecież to oczywiste, mam do tego prawo…

 

 

P.S. A skoro o liturgii wielkoczwartkowej w owej jerozolimskiej parafii mowa, to może warto też dodać, że tradycją tej wspólnoty jest, że po obmywaniu stóp przez prezbitera, zgromadzeni myją sobie nawzajem ręce. Każdy swojemu sąsiadowi.

Twój stół, twoja liturgia

Sednem najważniejszego święta jest dom i odbywająca się wieczorem kolacja. Przewodniczącym tej szczególnej liturgii głowa rodziny. To od każdego zależy jak przygotuje najważniejszy element tych świąt: seder.

Kolacja w czasie której potrawy nie są najważniejsze, a początek posiłku odwleka się czasem znacząco, ustępując miejsca tłumaczeniu po co się tu zebraliśmy. Najważniejsze jest właśnie objaśnianie. Rabin Gamaliel mówił: „Każdy, kto w Pesach nie objaśnia tych trzech rzeczy, nie wypełnia obowiązku”. Trzeba więc sobie i zgromadzonym opowiedzieć czym są pascha, maca i maror. Czym były i czym są dla nas dziś.  Bo nie o wspominanie historii tu chodzi, ale o to, że to właśnie my, siedzący przy tym stole, tej nocy wychodzimy z Egiptu.

Seder u Y. W profesorskim domu zbierają się synowie z żonami i rodzina żony z kibucu. Trzy rodziny, trzy tradycje, wiele melodii na które będą chcieli zaśpiewać psalmy i piosenki. Różne czasem zwyczaje, konieczność tłumaczenia, że w tym domu gorzkie zioła to chrzan, ale u M. i N. zawsze jadło się sałatę. Ok, trochę jak u nas gdy w wigilię pojawia się spór o kluski z makiem. Jednak jak mówiłam, nie jedzenie jest tu ważne.

Pokolenie rabinów z Jawne stworzyło to święto trochę od nowa. Nie było już świątyni, wokół której koncetrowały się obchody, gdzie składano baranki na paschalną ofiarę. Spisali scenariusz kolacji, przenosząc święto do domu, ale też sprawiając, że można je było świętować tam gdzie się było. Zbyt ważne święto, żeby mogło przepaść razem ze świątynią.

„Aktualizacja i przepisywanie tradycji sederu, wymyślanie jej na nowo jest w jakimś sensie w centrum ten tradycji właśnie. Dlatego są rzeczy które zmieniliśmy” – tłumaczy Y., otwierając reformowaną izraelską haggadę. Jest bardziej egalitarna, jak to u reformowanych. Do pięciu tradycyjnych kielichów wina dodano nawet szósty kielich, kielich wody na wspomnenie Miriam. „Niektóre modlitwy wpisaliśmy po lewej stronie, żeby o nich pamiętać, ale nie będziemy ich odmawiać. Zbyt są gorzkie, lub trudne. Haggada to tradycja diaspory, żyjemy we własnym państwie, musimy modlić się czasami nieco inaczej – objaśnia gospodarz, a jednocześnie współautor.

Wspominają haggadę kibucników, której elementy włączono do tej refomowanej. Ktoś widział kiedyś bardziej socjalistyczną haggadę Haszomer Hacair, ale też taką napisaną przez komunistów. Haggady feministek. „Różne są te próby aktualizacji, bardziej lub mniej udane, ale mamy do niej prawo” – podsumowuje Y. Zobaczcie, że nawet jeśli zupełnie świeccy to sięgali po opowieść o wyjściu z Egiptu i wpisywali swoje nowe idee w stare żydowskie święto, bo tak jest ważne.”

Młodzeż podchwytuje i pyta, co zmieniono w hagadzie którą mamy w rękach i dlaczego. Przerywa i nie zgadza się czasem, innym razem dopowiada własną interpretację. Jak to tak na prawdę było z wyjściem z Egiptu spierają się R. i E., obaj studenci historii. Słuchamy więc o polityce sprzed trzech tysięcy lat. Zaraz potem o tym gdzie w haggadzie znajdziemy ślady polemik z chrześcijaństwem i obronę przed jego antyjudaizmem będziemy obie opowiadać z N. Wygląda na to, że chodziłyśmy na zajęcia tych samych wykładowców… Ale o co chodzi z tym midraszem, buntuje się najmłodszy przy stole, który nie do końca zrozumiał opwieść starożytnych rabinów o Mojżeszu i zmusza dorosłych żeby wytłumaczyli jeszcze raz.

Wychodzenie z niewoli, sprawiedliwość społeczna, obywatelska odpowiedzialność, stosunek do Palestyńczków i do imigrantów… dyskusjom na tematy bieżące, ale związane z wyjściem z Egiptu nie ma tego wieczoru końca. E. opowiada o  Ameryce Południowej, z której właśnie wrócił po rocznej podróży, już tradycyjnie odbywanej przez młodych Izraelczyków po zakończeniu armii. W między czasie śpiewamy „Uwolnij mój lud” na melodię ułożoną przez amerykańskich niewolników, a potem melodię przywiezioną przez rosyjskich Żydów, którą ułożyli refuznikim w latach siedemdziesiątym. Dyskutujemy, przekonujemy, objaśniamy.

To co mnie zawsze najbardziej uderza przy stole to, że to jest ICH liturgia. Zaczynając od mozolnego przygotowania domu, uprzątnięcia z niego hamecu (kwasu), a zatem wielotygodniowych porządków w tradycyjnych, lub choćby symboliczncyh w bardziej liberalnych domach. Naczynia, dekoracja stołu, serwetka do schowania afikomanu haftowana własnoręcznie… Wreszcie treść. Z której haggady czytać, czy wybrać jeszcze jakieś dodakowe teksty, wiersz, fragment z ważnej książki? Na jakie melodie śpiewać psalmy? Objaśnianie dzieciakom, tłumaczenie dorosłym.

Odpowiedzialność jak i jaka tradycja przekazywana będzie przy twoim stole.  Jak zaśpiewasz, jak objaśnisz, jak przygotujesz, tak będzie. Bez narzekań na chór i proboszcza, albo migracji tam, gdzie świąteczna liturgia ładniejsza…

Podobne myśli miałam zawsze w szabatowy wieczór u B. i T. U nich chałę przykrywa się własnoręcznie ozdabianą serwetą, którą na ślub dostali od jego babci, podobnie jak wszystkie jej wnuki zakładające własne domy. Z kolei psalmy i modlitwy każdy z nas czyta z innej książeczki, jedne są ze ślubów lub bar micwy, inne przywiezione z podróży. Znów dom który ma własny liturgiczny obrządek, czasem z trudem negocjowany pomiędzy bardzo różnymi tradycjami rodzinnymi. Powoli angażują swoje małe dzieci w to, co dzieje się przy stole. Cokolwiek robimy, czy śpiewamy – wyjaśniają. Dawniej widywałam jak trzyletni J. rozlewał dowcipkując sok z winogron. Teraz już poważniejszy z tatą odmawia kidusz.

Tu w wiarę i liturgię nie wprowadza katecheta. Nikt nie zrobi tego za ciebie.

Twój stół, twój dom, twoja liturgia. Twoja odpowiedzialność.

Gdyby ktoś spytał, czego wyznawcom judaizmu trochę zazdroszczę, to właśnie tego.

What did Jesus want?

What would Jesus do? – pytają się amerykańscy ewangelikanie. What did Jesus want? – pytamy się na wzajem od wieków, spierając o Kościół i jego kształt.

Jezuita Dariusz Kowalczyk zdecydowanie wie, że “Jezus nie chciał święceń kapłańskich dla kobiet, więc kapłaństwo kobiet nie wchodzi w grę.” (cyt. za wysokieobcasy.pl, które relacjonują wywiad w radiu RMF FM)

Zgoda. Jezus nigdzie nie wspomina o żadnych święceniach kapłańskich. Czy dla kobiet czy dla mężczyzn. Księży jakich mamy dziś pewnie sobie zupełnie nie wyobrażał. Apostołowie? Tu chodziło o co innego niż kapłaństwo.

Co zatem wiemy na temat opinii Jezusa o święceniach kapłańskich kobiet? Nic.

Wiemy, że oprócz Apostołów w gronie jego uczniów były kobiety. Że to one pobiegły obwieścić innym, że grób jest pusty. Niewiele więcej.

Nawet w opinii Papieskiej Komisji Biblijej, która co prawda nie była przygotowana do publikacji i wyciekła do amerykańskich mediów, czytamy: “Nie wydaje się, by na podstawie samego Nowego Testamentu można było ustalić jasne i ostateczne stanowisko w sprawie problemu potencjalnego włączenia kobiet do prezbiteratu.”

Z resztą, gdyby chcieć już być bardzo dokładnym, to co wiemy z Nowego Testamentu o Jezusie, to też tradycja, a nie stenogramy wydarzeń. Ba, sam skład kanonu to również tradycja, o czym przypomina istnienie alternatywnych tradycji w postaci apokryfów.

Wczesne chrześcijaństwo było więc bardziej barwne niż lubimy pamiętać, a w tych barwach mieściła się również różnoraka posługa kobiet. Wiemy zatem z Dziejów Apostolskich, że tworzące się wśród wierzących w Chrystusa struktury hierarchiczne były oparte na mężczyznach. Ale już w Liście do Rzymian czytamy o Febe, która jest diakonosw Kenchr (16,10). Paweł tytułuje Febe diakonem. Żeńska forma diakonisa jest używana dopiero w późniejszej tradycji patrystycznej. Nie jest niestety jasne czy dla Pawła wiąże się to z jakąś ordynacją, czy oznacza po prostu posługę wspólnocie. Nieco dalej w tym samym liście mowa o Junii, nazwanej przez Pawła apostołem (Rz 16,7 – wbrew tłumaczeniu w Biblii Tysiąclecia Ιουνια to imię żeńskie). Interpretatorzy spierają się wciąż kim są kobiety wymienione w 1 Liście do Tymoteusza we fragmencie, w którym mowa o przymiotach biskupów i diakonów posługujących w kościele (por. 1Tym 3,11).

Oczywiście, słyszymy też w innych listach Pawła znów o kobietach, ale tym razem, nakazuje im się milczeć na zgromadzeniach. List do Koryntian (por. 1Kor 14:33-35) a w 1 Liście do Tymoteusza dodaje wyjaśnienie, że ma trwać w cichości bowiem najpierw stworzono Adama potem Ewę “I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo. Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci; jeśli wytrwają w wierze i miłości, i uświęceniu – z umiarem.” (por. 1 Tym 2,11-15).

Różne chrześcijańskie ruchy różniły się z resztą pod tym względem, czego dowodem jest choćby rola kobiet jako prorokiń w ruchu montanistów. Inny przykład to Ewangelia Marii Magdaleny, znaleziona w końcu XIX wieku w koptyjskim kodeksie datowanym na V w. n.e.. Czytamy w niej, że pośród apostołów wybucha spór, w którym zabiera głos Maria z Magdali. Piotr ucisza ją wątpiąc, by Jezus powierzył tak ważne nauczanie kobiecie. Ale to ona jest pokazana w tym tekście jako jedyna, która zrozumiała przesłanie Jezusa. Świadectwem sporu o miejsce kobiet, są też Dzieje Tekli i popularność tej świętej, uważanej za apostołkę (por.  o Tekli na łamach TP). Te apokryficzne teksty świadczą, że nakaz milczenia spotkał się z pewnym oporem.

To wszystko pokazuje nam bardziej skomplikowaną rzeczywistość kobiet i ich roli w świecie pierwszych wyznawców Chrystusa. I jakiś spór na temat tego kim mogą być w gronie chrześcijan. Ostatecznie rozwiązany, gdy stabilizacja kościelnej ortodoksji po Konstantynie sprawiła, że ustalono kobietom miejsce z dala od ambony i ołtarza.

Zatem to raczej tradycja “nie chce” święceń kapłańskich kobiet.

Dyskutując więc czy możliwy jest prezbiterat kobiet czy nie, nie rozmawiamy o tym czego chciał Jezus, ale jaki obyczaj wypracowało z czasem chrześcijaństwo. Dyskutujemy z tradycją Kościoła rzymsko-katolickiego. Zostaje tylko pytanie, czy uważamy, że można się z nią spierać i w imię czego.

Żydzi i czarownice?

Żyd i kobieta. Dwoje „obcych” katolickiej teologii.

W imię pobożnych teorii stworzono taki ich obraz, że z trudem się w nim rozpoznawali. Żydzi jako naród odrzucony przez Boga, ukarany, wygnany. Kobiety, które choć pierwsze pobiegły opowiedzieć o pustym grobie, szybko przestały mieć coś do powiedzenia i do dziś są rzeczy, których im nie wolno, bo tak… A nie, przepraszam. Na uzasadnienie każdego „bo tak” powstał oczywiście głęboki, teologiczny wywód.

Będzie zatem trochę o tym jak było i jak teologia powstaje w konkretnych okolicznościach oraz że w innych okolicznościach można (czasem trzeba) ją korygować.

Również o tym, że choć lubimy o tym zapominać, to wciąż w katolickim nauczaniu tkwią uprzedzenia do jednych i drugich które determinują to, co o nich myślimy.

Warto też popodglądać, co w tych tematach – tu i tam – ciekawe.

I pomarzyć, jak by mogło być …