Archiwum autora: Zuzanna Radzik

#lifeofwomen

Choć wszyscy zdają się być na nartach lub innych zimowych wyjazdach, wciąż przez parę godzin można wysłać do Watykanu swoją odpowiedź.

Pojawiły się słuszne pytania: a kiedy panowie będą odpowiadać na podobne pytanie. Problem jest od dawna znany, kobietę definiuję się jak nieznane lądy, o mężczyznach tyle się nie rozpisuje.

Pojawiły się też głosy, że jak dali tylko minutę i tak mało czasu to nie jest poważne, więc nie skorzystam. Bo żeby powiedzieć coś naprawdę potrzeba 15 minut. Co ja mam powiedzieć w minutę? – pytałyście. Zgoda. Ta akcja nie wygląda na jakieś bardzo poważne słuchanie głosu kobiet, ale cóż. Wsadzamy stopę w szparę w drzwiach i próbujemy.

Pośmiałyśmy się też trochę – z resztą jak wszyscy – z filmu z blondynką. Katolickie dziennikarki tweetują z przekąsem: „Hej, chłopaki, ale sami nie robiliście tego filmu, nie?” i oceniają go bardzo krytycznie jako mało profesjonalny. Farbowana londynka łopocząca rzęsami która tłumaczy kobietom że są ważne, okazała się mało przekonująca.

Inna rzecz, to kto mógł faktycznie odpowiedzieć na to wezwanie, wysłanie dzień przed wigilią. Prawdopodobnie trudno o 2 tygodnie w roku w których ludzie spędzają mniej czasu przed komputerem i mają małe szanse w ogóle dostać wiadomość.

Ale też kogo pytasz, wysyłając wideo tak po prostu, a nie próbując zaangażować lokalnych mediów katolickich dysponujących sprzętem i … zrobić tego z wyprzedzeniem.

I nie mniej ważne. Pytanie kobiet poprzez internet żeby odpowiedziały za pomocą wideo i zdjęć jest wykluczające. Wykluczające dla tych, które inaczej niż Pani na filmie nie mają smartphona, a których głos powinien zostać zwłaszcza usłyszany. Pośród ponad miliarda katolików żyjących na świecie większość nie miałaby szans odpowiedzieć nawet, gdyby usłyszała pytanie.

Po co więc to całe zachęcanie by się włączyć?

Zwyczajnie dlatego, żeby korzystać z każdej możliwości. Można się irytować na kard. Ravasi na to ile dali czasu i jak ich reklamowe wideo wygląda. Ale można zwyczajnie odpowiedzieć. Co wyniknie, nie wiemy. Ale nie można powiedzieć, że nie próbujemy. Nie opowiesz wszystkiego, rzecz jasna. Ja nawet nie próbowałam.

Mnie przekonała brytyjska teolożka i naczelna katolickiego The Tablet Tina Beattie, która starała się zachęcać do wzięcia udziału w akcji tłumacząc, że im bardziej reprezentatywne i zróżnicowane będą to glosy, tym większa szansa że zaprezentują złożoność ludzkiej kondycji i rozmaite drogi obierane przez kobiety.

Termin nadsyłania wideo i zdjęć upłynie za parę godzin, ale pytanie zostaje: jakie jest Twoje doświadczenie bycia kobietą w Kościele? Może chcesz to jednak opowiedzieć? Blogowy e-mail  zydziiczarownice@gamil.com działa również po 3 stycznia. Tutaj nie trzeba kręcić wideo, można zwyczajnie pisać. Może coś z tego wyniknie? Zatem zapraszam.

Tymczasem takie głosy:

https://www.youtube.com/watch?v=MTnjAkGrtxo&feature=youtu.be&noredirect=1

 

I inne z daleka:

http://vimeo.com/115620056

https://www.youtube.com/watch?v=USnOJDkm1wU

https://www.youtube.com/watch?v=oYkz-hHuKyw

Przeprowadzka w Nowy Rok

Drodzy Czytelnicy,

W Nowy Rok, 1 stycznia 2015, Tygodnik Powszechny przeprowadził się w nową przestrzeń internetową: www.TygodnikPowszechny.pl . Jest pięknie!  Tam też możecie znaleźć mój noworoczny kato-feministyczny tekst. Można się zarejestrować za darmo (póki co) i przeczytać.

Blog przeprowadza się wraz z Tygodnikiem w jego nowy internetowy świat na  http://zydziiczarownice.blog.tygodnikpowszechny.pl/

Screen Shot 2015-01-01 at 4.39.44 PM

Wkrótce przeprowadzą się tam również treści stąd, stare wpisy i Państwa dyskusje. Będziemy więc mogli wszystkie wątki kontynuować.

Ale teraz na Nowy Rok dzieje się nowe. Jest akcja, razem z kobietami z całego świata ślemy zdjęcia i filmy do Watykanu. Brzmi jak dobry początek 2015.

#lifeofwomen

Więcej znajdziecie już w nowej lokalizacji. 

 

Watykan pyta kim jesteśmy. Odpowiadamy!

Witajcie po przeprowadzce. Nowe miejsce, nowy rok. Co nie znaczy, że będzie w innym duchu. Tak, znowu – i w AD 2015 i w nowej lokalizacji bloga – będziemy się czepiać różnych miejsc styku spraw Kościoła i spraw kobiet. No to możemy zacząć.

Papieska Rada ds. Kultury i watykańska grupa konsultacyjna ds. kobiet szykują na początku lutego 2015 spotkanie plenarne na temat „Kultury kobiet: równość i różnica” (tu można zobaczyć stronę). Ma być tam mowa o równości i różnicy właśnie, o ciele kobiety rozpiętym między kulturą a biologią, o nowych formach udziały w życiu Kościoła, o służbie i władzy, duchowości, niewidzialności ubogich kobiet.

Jasne, to jeszcze żaden news.

To co jednak ważne, to że organizatorzy tuż przed świętami ogłosili wideo-kampanię, którą wzywają katoliczki z całego świata do przesyłania minutowych spotów wideo lub zdjęć z odpowiedzią na pytanie: kim jesteś? co robisz? co myślisz o swoim byciu kobietą? o swoich zaletach i trudnościach, swoim ciele i życiu duchowym?

Pytają, więc warto odpowiedzieć!

 

Czytaj dalej

Woda, skała i płeć

„Siedzimy na najbardziej męskiej rzeczy na świecie: skale. I patrzymy na najbardziej kobiecą rzecz na świecie: wodę” – mówi do kamery profesor z Boston College. Tak zaczyna się film ilustrujący temat „Zrozumieć mężczyznę i kobietę” umieszczony na stronie Międzynarodowego Międzyreligijnego Kolokwium o Komplementarności Kobiety i Mężczyzny, które odbyło się w listopadzie tego roku w Rzymie. Film jest do obejrzenia tu (jednocześnie po angielsku, francusku, hiszpańsku, z włoskim tłumaczeniem).

A w nim profesor filozofii z Libanu tłumaczy, że receptywność jest kobieca, ale nie pasywna tylko twórcza. Rola mężczyzny zaś jest aktywna. Potem będą różni inni profesorowie i mądrości o tym, że owszem są głupie stereotypy, ale są i takie role umocowane w emocjonalnych potrzebach: chłopcy chcą być superbohaterami, a dziewczynki usłyszeć że są piękne, co znaczy że kochane i akceptowane. Żeby nie było wątpliwości, na filmowych przebitkach dziewczynka z diademem na głowie i w różu (rzecz jasna) mizdrzy się przed lustrem, a chłopiec jeździ na karuzeli lub odgrywa rycerza. Czytając tę samą ksiażkę one zwracają uwagę na uczucia, oni na akcję, trudną misję. Wykładowca z seminarium dodaje: Zobaczcie jak jest w Biblii, jak mężczyznom dane jest doświadczenie Boga i misja. Stereotypy są rzecz jasna powierzchowne, ale to nie stereotypy tylko archetypy, a te są kosmiczne. Wbudowane w nas. Nie ma przed nimi ucieczki – powie siedząc dalej nad brzegiem oceanu ten sam wykładowca z Bostonu. Ach, i jeszcze że Matka Natura nie jest feministką, więc tak to urządziła. A Matka Natura zawsze wygrywa.

DSC_0579

Eksperci z różnych stron świata, a jacy zgodni. No z naturą i kosmosem nie wygrasz. W dodatku całe kolokwium sponsorowane było przez Kongregację Nauki Wiary, Papieską Radę ds Rodziny, Papieską Radę ds Dialogu Międzyreligijnego i Papieską Radę ds. Promowania Jedności Chrześcijan.

Skoro natura i Watykan mówią, że przed komplementarnością nie ma ucieczki, to czy nie ma jej naprawdę?

Tak się może zdawać jeśli poszukamy dalej. Sięgam po Teologiczną semantykę płci, autorstwa dr hab. Jarosława Kupczaka OP. Między nami mówiąc, czytając zgrzytałam zębami i fukałam pod nosem. Choć może nie wypada tak krotochwilnym tonem i na blogu wzdychać nad książką kierownika katedry antropologii teologicznej Wydziału teologicznego UPJPII. Wnioski są podobne. Kosmos skazał nas na komplementarność.

Tu jest jak nad tym oceanem z filmu. Sięgamy do Freuda, de Bouyera i Eliadego, żeby usłyszeć, jak skonstruowana jest relacja męskie-żeńskie w naturalnym Objawieniu i strukturze świata. Jak to Bóg jest niczym  transcendentny Małżonek wobec całej rzeczywistości kosmicznej, a w szczególności ludzkiej. Że u Eliadego najwyższe, niedostępne, niebo jest atrybutem bóstwa, a niebo, miejscem jego przebywania. Zaś czczona jest umiejętność zapładniania, realizowana przez święte małżeństwo z macierzą agralną.

Autor tłumaczy: „Używanie określeń męskich na nazwanie nieba niekoniecznie musi wiązać się – jak to zwykle, powierzchownie interpretuje współczesna krytyka feministyczna – z patriarchalnym  systemem wartości, w którym to co męskie jest wyższe, tzn. bardziej wartościowe, boskie, mające większe znaczenie. Niebo jest męskie poprzez proste nawiązanie do najbardziej pdstawowego układu odniesień, w którym tworzą się ludzkie systemy znaczeń, czyli do ludzkiego małżeństwa i rodziny. Dalekie niebo jest męskie, bo mężczyzna w procesie rodzenie i wychowywania dzieci jest ‘na zewnątrz’, jest odległy, podczas gdy matka jest wewnątrz. Ojciec zapładnia pozostając odległy; a rodzące się dziecko jest częścią matki.” (s. 59)

Ok. W Biblii też podobnie. Tu Bóg jest rzecz jasna przede wszystkim oblubieńcem, Lud Wybrany jest oblubienicą. Bóg w Biblii bywa też czułą matką, kobietą szukającą drahmy, ale w tym systemie to niepotrzebne odstępstwo od reguły. Tymczasem autor Teologicznej semantyki płci wytłumaczy, o co z oblubieńcem i oblubienicą chodzi: „Wydaje się, że tej ‘męski’ charakter Boga do człowieka objawia się przede wszystkim w fakcie, że miłość Boga do swojego ludu, duszy człowieka, Kościoła, jest zawsze pierwsza; jej istota jest czynne podjęcie inicjatywy. (…) Miłość między człowiekiem i Bogiem jest zawsze miłością otrzymaną od Boga jako niezasłużony dar, a dopiero później miłością odwzajemnioną i skierowaną ku Bogu. W tym znaczeniu miłość oblubienicy (człowieka, Kościoła, Izraela) jest „pobudzona” i warunkowana przez miłość Boga-oblubieńca. Pierwszą „kobiecą” cechą miłości oblubienicy jest receptywność, przyjęcie i odwzajemnienie „męskiej” miłości oblubieńca.” (s.90)

I jesteśmy w domu. Receptywność jest kobieca, wychodzenie z inicjatywą męskie. Receptywność nie jest bynajmniej pasywnością, żeby się nikt nie obraził, ale duchową doskonałością. Tylko tu się trochę zgubiłam, bo skąd my to wiemy. Z Biblii? No to zależy jak się ją czyta. Czy Miriam ratująca malutkiego Mojżesza jest receptywna czy inicjatywna? Czy Judyta idąca do obozu wroga, podczas gdy starszyzna jest gotowa poddać miasto wykazuje się inicjatywą? Czy Bóg mówiący do Izraela „Nie bój się robaczku” nie przemawia jak matka nad kołyską?  Fuj, mówię prawie jak Elisabeth Johnson, a przecież w innym miejscu o. Kupczak nazwie jej argumentację emocjonalną oraz określi „grochem z kapustą.” Aż nudno jest wytykać, jak charakterystyczne jest krytykowanie kobiet pod hasłem „emocjonalność argumentów.”

Żeby to wyjaśnić kwestię receptywności, potrzebny będzie dłuższy cytat z Teologicznej semantyki płci, budujący na Miłości i odpowiedzialności Karola Wojtyły. Odpowiedź jest więc jasna. Receptywność i inicjatywność wzięliśmy (oprócz kosmosu i Eliadego) głównie z późniejszego papieża. Idzie to tak (podkreślenia moje):

„Zarówno kobieta jak i mężczyzna czynnie kochają druga osobę i doznają miłości ze strony drugiej osoby; niemniej zdaniem Wojtyły, doznanie jest istotniejsze dla kobiet, a czynne wyjście z aktem miłości jest istotniejsze dla mężczyzn. Dla naszych obecnych rozważań, które zakorzeniają tożsamość mężczyzny i kobiety w ich odrębnej cielesnej strukturze, istotny jest fakt, że dla autora Miłości i odpowiedzialności bierność i czynność, doznawanie i dawanie, które tworzą odrębne profile kobiecości i męskości, zakorzenione są w cielesności człowieka, a bardziej precyzyjnie w strukturze ludzkiego aktu seksualnego. Czytamy w omawianej książce: „Natomiast stosunek seksualny, współżycie płciowe mężczyzny i kobiety, nie da się pomyśleć bez aktu woli, i to zwłaszcza ze strony mężczyzny. Nie chodzi tu tylko o samą decyzję, chodzi także o fizjologiczną możność odbycia stosunku, do czego mężczyzna nie jest zdolny w stanach wyłączających jego wolę, np. We śnie czy nieprzytomności. Z natury samego aktu wynika, że mężczyzna gra w nim rolę czynną, on ma inicjatywę, podczas gdy kobieta jest stroną bierną, nastawioną na przyjmowanie i doznawanie. Wystarczy jej bierność i brak sprzeciwu tak dalece, że akt płciowy może się odbyć nawet bez udziału jej woli – w stanie wyłączającym całkowicie jej świadomość, np. w nieprzytomności, w śnie, w omdleniu. W tym znaczeniu współżycie seksualne zależy od decyzji mężczyzny.”(s. 40) (cyt. z K. Wojtyły za: Miłość i odpowiedzialność, Lublin, 1960, 242)

Skoro receptywność kobiety i aktywność mężczyzny opiera się na prostym fakcie, że da się z kobietą odbyć stosunek seksualny, nawet kiedy jest w nieprzytomna, w śnie czy w omdleniu (normalnie mówimy: zgwałcić) to właściwie nie mam już pytań. Gwałt potencjalny fundamentem komplementarności płci, a to ci dopiero!

Ale jest jeszcze praktyczna wykładnia. Autor Teologicznej semantyki płci ciągnie dalej: „fenomenologiczna obserwacja ludzkiego doświadczenia miłości pozwala Wojtyle dostrzec pewną wymienność czynności i bierności w mężczyzny i kobiety. To prawda, że mężczyzna najpierw czynnie kocha, ale następnie doznaje miłości. To prawda, że kobieta chce najpierw doświadczyć miłości, ale następnie odpowiada czynną miłością, chce aktywnie kochać. Równocześnie, aby mężczyzna mógł czynnie pokochać (to mężczyzna oświadcza się kobiecie, a kobieta czeka na oświadczyny i przyjmuje je; kobieta oddaje się mężczyźnie, który bierze kobietę), jego miłość musi być ‘obudzona”, poruszona przez piękno kobiety. Kobieta zaś, aby obudzić zainteresowanie i miłość, stara się w sposób niekiedy bardzo pracochłonny i czasochłonny stać się godną zainteresowania, piękna i atrakcyjną.” (s. 41)

Bo on chce być superbohaterem, a ona usłyszeć że jest piękna i kochana. Witajcie w katolickiej bajce o płci. On jest jak skała, ona jak woda. To nie stereotypy, tylko archetypy. Przed nimi nie ma ucieczki. Kosmos, Matka Natura, wiadomo…

No i jak się wam podoba?

 

 

Teolożki jak truskawki

Podczas tygodniowej sesji Międzynarodowej Komisji Teologicznej, która tym razem obradowała już w nowym składzie, papież Franciszek zauważył, że jest w niej więcej kobiet. I pewnie wszystko byłoby super, gdyby nie te truskawki… Czepiam się? Niech będzie, ale metafory Franciszka uciekają w dziwne rejony. Byli już księża pod pantoflem swoich gospodyń, jako obraz co stanie się z Kościołem, gdy kobiety będą miały większy wpływ. Teraz pięć teolożek wybranych do komisji doradzającej Kongregacji Nauki Wiary w roli truskawek na torcie. Tak powiedział, że są jak truskawki na torcie. No i że przydałoby się ich więcej. Tu akurat zgoda.

Co robią truskawki na torcie? Na torcie zwykle dekorują.

Nie, nie uważam, żeby Franciszek myślał, że teolożki są tam tylko dla dekoracji. Ale trudno się nie zgodzić, że mogłoby być ich więcej. Już było na tym blogu o parytecie w komisji. Wciąż uważam, że Watykan mógłby zacząć narzucać taki styl. Piętnaście teolożek by się na całym świecie znalazło. Nawet takich bardziej ortodoksyjnych od samego papieża Ratzingera.

Teraz na kolejną kadencję Międzynarodowej Komisji Teologicznej, rozpoczynającą się w 2014 roku powołano trzydziestu teologów, pośród których jest pięć kobiet: Amerykanka s. Prudence Allen, Australijka Tracey Rowland, Brytyjka Moirę Quinn pracującą w Toronto, pracującą w Rosji Słowenka, s. Alenka Arko i Niemka pracującą w Wiedniu, prof. Marianne Schlosser.  Watykański komunikat towarzyszący nominacjom mówił, że teraz kobiety stanowią 16% członków komisji, co jest znakiem rosnącego zaangażowania kobiet w teologię. 16 % to oczywiście lepiej niż dwie na 28 członków poprzedniego składu. Również geograficzne zróżnicowanie trzeba widzieć jako pozytyw.

Ale truskawki moglibyśmy sobie jednak darować. W końcu szanownych panów i księży profesorów z nowego składu (owych li tylko 84% świadczących o nieprzemijającej dominacji mężczyzn w sygnowanej przez Watykan teologii) nikt nie porównuje do kremu i biszkoptu w tym komisyjno-teologicznym cieście.

Ale żeby być sprawiedliwą, papież wyraził też nadzieję, że obecność tych pięciu kobiet będzie zaproszeniem do refleksji nad rolą jaką kobiety mogą i powinny pełnić w dziedzinie teologii. To byłoby coś nowego, bo poprzedniczki jak ognia unikały kobiecych tematów. A od feministycznych teolożek amerykańskich można było usłyszeć zgryźliwe komentarze, że s. Sara Butler (poprzednie 2 kadencje, jedna z dwóch pierwszych kobiet w komisji)  w Komisji już zupełnie zapomniała, że jest kobietą. To może nie jest do końca sprawiedliwe, bo jakkolwiek s. Butler nie należy do najbardziej feministycznych teolożek – a wręcz przeciwnie, nawróciła się ze zwolenniczki kapłaństwa kobiet na gorącą przeciwniczkę – to jednak z bycia kobietą chyba zdaje sobie sprawę. Mówiła w wywiadach, sama będąc wykładowczynią w seminarium w Chicago, ze kobiety wykładające w seminariach teologię są w seminariach potrzebne. A o możliwości uprawiania teologii przez kobiety mówiła jako o rodzaju udziału we władzy w Kościele:  „Katolicki teolog ma powołanie kościelne co – poprzez niezależne badania naukowe lub pracę w komisjach – daje istotną możliwość współtworzenia decyzji.” Czy i jak z tej władzy korzystała i czy zadowoliła swoje dawne, ale nienawrócone z feminizmu koleżanki to już inna sprawa.

Franciszek mówił dalej, że członkinie komisji, poprzez swój kobiecy geniusz (tego kobiecego geniuszu w tekstach papieskich nie może zabraknąć) mogą wyczuć, dla dobra nas wszystkich, niektóre niedoceniane aspekty niezgłębionej tajemnicy Chrystusa. „Zachęcam więc was do jak najlepszego wykorzystania tego szczególnego wkładu kobiet w rozumienie wiary.”

Czyżby powiedział: słuchajcie kobiet, bo może usłyszycie coś, czego nie dostrzegacie sami? No za to można mu może nawet wybaczyć te truskawki.

Birthday_Cake_with_Red_Strawberry-med

epSos.de [CC-BY-2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Czas na nową Febe?

Czemu kobiety miałyby być diakonami, skoro i tak wykonują ich pracę? – odpowiedział na pytanie dziennikarki o możliwość diakonatu kobiet kard. Walter Kasper.  Odpowiedź kardynała zawiera jak pigułce wiele problemów związanych z pracą kobiet w Kościele i tym, że diakonat jest dla nich jak dotąd drogą niedostępną.

Popatrzmy. Z jednej strony kobiety wykonują w Kościele pracę duszpasterską, administrują parafiami, w krajach ameryki łacińskiej  i Indiach prowadzą podstawowe wspólnoty Kościelne, w Stanach Zjednoczonych stanowią 80% zatrudnionego przez Kościół do różnych duszpasterskich zadań laikatu.

Z drugiej strony stali diakoni to z roku na rok rosnąca grupa, dziś licząca sobie 42,104  mężczyzn na całym świecie. W ciągu roku przybyło ich 1100, a od 2007 ich liczba wzrosła o 17%. Jest to chyba jedyna rosnąca w liczbach grupa pośród kleru. Przy czym diakonów można spotkać głównie w Ameryce Północnej (ok. 26 tys) i Europie (ok. 14 tys) skąd pochodzi zdecydowana większość diakonów, około 97%. W Polsce r. było ich w 2013 r. tylko dziesięciu.

Zgodnie z prawem (Kodeks Prawa Kanonicznego 517.2) tam gdzie brak kapłanów można powierzyć pieczę duszpasterską diakonowi, innej osobie nie mającej święceń kapłańskich, albo grupie osób. U nas kapłanów jeszcze nie brak, więc problem nie jest tak palący. Ale czy diakoni mają być tylko substytutem brakujących księży? Jest to jednak osobna rola, którą od czasu Soboru Watykańskiego II, czyli czasu przywrócenia w praktyce stałego diakonatu, nabiera osobnego znaczenia. To właśnie pod koniec soboru papież Paweł VI mówił: „Całe to bogactwo doktrynalne ma na celu tylko jedno: służyć człowiekowi. Chodzi oczywiście o każdego człowieka, jakiejkolwiek by nie była jego kondycja, ubóstwo i potrzeby. Tak więc Kościół oddał się służbę ludzkości.” Do służby człowiekowi potrzeba jednak rąk. Do tego właśnie, zgodnie z Dziejami Apostolskimi, apostołowie ustanowili siedmiu, czyli diakonów. Czy nie mogą być to ręce kobiet, w końcu dość zaprawione w takiej służbie?

febe

Dyskusja o tym czy kobiety były w Kościele takimi diakonami jak mężczyźni, czy jakąś bardziej poślednią, niewyświęcaną formą diakona jest z punktu widzenia Watykanu wciąż nierozstrzygnięta. Co prawda wielu historyków twierdzi, że owszem były. Nie mają też wątpliwości Ojcowie Kościoła tacy Jan Chryzostom czy Orygenes, którzy interpretując wzmiankę Pawła Apostoła o Febe, kobiecie-diakonie kościoła w Kenchrach, mówią, że pełniła taką funkcję jak mężczyźni. Przed tym pytaniem skapitulowała jednak Międzynarodowa Komisja Teologiczna, po latach dyskusji we własnym gronie wydając w 2002 opinię, że kobiety diakoni z historii nie równają się dzisiejszym diakonom, ale ostateczna opinia na temat wyświęcania kobiet na diakonów należy do magisterium.

Magisterium milczy, kobiety pracują w Kościele robiąc w wielu miejscach to co należy do diakona: chrzcząc, odprawiając pogrzeby, błogosławiąc małżeństwa, nauczając. Pozbawione jednak łaski płynącej sakramentu, który się z tymi rolami wiąże. Ale właściwie czemu kobiety miałyby być diakonami, skoro i tak wykonują ich pracę? Robota zrobiona, klerykalny świat bez kobiet niczym nie zagrożony.

Taka sytuacja, jak to się mówi w internecie.

Patty i Pat

Była już sędziwą kobietą, kiedy biskup Lincoln w Nebrasce, Fabian Bruskewitz nazwał ją „bardzo starą degeneratką, która wędruje promując brak moralności seksualnej.” To obraźliwie określenie zniosła ze śmiechem, robiąc album do którego wklejała listy poparcia. Co takiego promowała? Faktycznie, od czasu encykliki Humanae Vitae Patricia Crowley nieustannie przypominała, że nie zgadza się z decyzją papieża Pawła VI o zakazie antykoncepcji. Odczuwała bunt wobec encykliki tym dotkliwiej, że spędziła kilka lat w komisji, którą papież powołał by omówiła ten problem.

patty&Pat

Patty była współzałożycielką jednego z najważniejszych ruchów przedsoborowego Kościóła, Ruchu Rodzin Chrześcijańskich (Christian Family Movement) i jedną z najważniejszych świeckich aktywistek katolickich swoich czasów. Wychowana w surowym katolicyzmie, kształcona w katolickich szkołach, gdzieś w tym środowisku spotkała się z katolicką nauką społeczną. W wieku dwudziestu czterech lat wyszła za mąż za Patricka Crowley’a, młodego prawnika. W latach 1939-47 rodzi im się czwórka dzieci, przechodzą jedno poronienie i jedną śmierć niemowlęcia. Jednocześnie Pat Crowley interesował się coraz bardziej apostolstwem świeckich i katolicką nauką społeczną. W jego kręgu znajduje się o. Reynold Hillenbrand, charyzmatyczny entuzjasta encykliki Mistici Corporis i inkluzywnej teologii laikatu oraz o. Louis Putz. Najpierw spotykali się osobno w męskich i żeńskich grupach w ramach Akcji Katolickciej, ale z czasem Crowleyowie zaczęli zapraszać znajome pary do siebie do domu. Tak Hillebbrand i Crowleyowie odegrają dużą rolę w założeniu Ruchu Rodzin Chrześcijańskich. W ich domu dyskutowano na spotkaniach o polityce, życiu rodzinnym, edukacji i problemach społecznych, rozpatrując je w świetle Ewangelii. Kapelan komentował to co mówili dopiero pod koniec spotkania. „Po raz pierwszy mieliśmy w Kościele doświadczenie, że nasze opinie są szanowane. Stawaliśmy się niezależni, myśleliśmy sami za siebie.” – opowiadała Patty. Na każdym spotkaniu czytali Pismo. Szczególnie wybrzmiewał dla nich fragment z Mateusza, by nakarmić głodnych i napoić spragnionych. Rozumieli coraz głębiej, że małżeństwo to nie tylko miłość, ale wspólne działanie.

pat&patty

Z czasem ich dom się zaludnił. Przyjowali dzieci jako rodzina zastępcza, adoptowali. W ciągu lat przewinęło się przez ich dom czternaścioro dzieci. Gościli też u siebie studentów zagranicznych i innych gości. Ich dzieci wspominały po latach, że ich dom był pełen różnorodnych ludzi, wielu kultur, ras i religii, ruchów politycznych. Kierowali się ważną dla obojga, benedyktyńską gościnnością.

Tymczasem Ruch Rodzin Chrześcijańskich zaczął zyskiwać popularność. W 1949 r odbył się pierwszy kongres, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Pat i Patty sporo podróżowali starając się tworzyć nowe grupy i formować ruch. Za te wysiłki otrzymali w 1957 r. medal Pro Ecclesia et Pontifice z rąk Piusa XII. Wkrótce ruch będzie skupiał 125 tys osób w 27 krajach.

To dlatego zostaną w 1964 r., wraz z dwoma innymi parami, zaproszeni przez Pawła VI do Papieskiej Komisji ds. Regulacji Poczęć. Do momentu gdy dołączyli byli w niej tylko księża, lekarze, psychologowie i eksperci od zaludnienia. W 1966 r. Pat i Patty zaprezentowali wyniki ankiety przeprowadzonej pośród par, która pokazywała, że większość małżeństw uważa metody naturalne za przykre i nieskuteczne. W trakcie jednej z gorących dyskusji Marcelino Zalba SJ spytał:L „A co z milionami które wysłaliśmy do piekła za nie przestrzeganie tych zasad?” „Czy Ojciec naprawdę sądzi, że Bóg wykonuje wszystkie Ojca rozkazy” – miała odpowiedzieć Patty.

Ostatecznie komisja rekomendowała zniesienie zakazu. Dwa lata później, na przekór tej rekomendacji, papież Paweł VI wydał encyklikę Humanae Vitae deklarującą zakaz antykoncepcji. Patty i Pat otwarcie komentowali decyzję wyrażając swoje niezadowolenie, co poróżniło ich z dotychczas zaprzyjaźnionymi księżmi. Z okazji 25 rocznicy Humanae Vitae Patty pisała w National Catholic Reporter: „Czuję się zdradzona przez Kościół. Papież ciągle powtarza, że kontrola urodzeń jest złem, ale wiem przecież, że pary muszą praktykować antykoncepcję (…) Tęsknię za Kościołem który jest uczciwy w swoim nauczaniu, który przyznaje się do błędów i otwarcie mierzy z efektami swojej rygorystyczności.” Żal o zaprzepaszczone konsultacje i niesłuchanie głosu katolickich małżeństw pozostał w niej na lata.

Patty

Załamała ją śmierć męża w 1974 r., ale nie przerwała jej aktywności. Tyle że odkryła, że świat inaczej traktuje czyjeś żony, a inaczej samotne kobiety. Aktywną, świecką działaczką katolicką pozostanie do ostatnich chwil swojego długiego życia. Co niedzielę wraz z córką Patsy, która została zakonnicą, odwiedzała więzienie dla kobiet. To nie jedyne co robiły razem. Patty z grupą znajomych ufundowała w 1985 r. Miejsce Debory, największy prywatny przytułek dla bezdomnych kobiet, którym przez lata kierowała właśnie jej córka. Zasiadała w miejskiej radzie mieszkalnictwa, udzielała się w zarządach organizacji kobiecych, które wspierała. Jednocześnie w swoim mieszkaniu na 88 piętrze John Hancock Center w Chicago organizowała spotkania dla 35 kobiet, podczas których dyskutowały modliły się i jadły przygotowaną przez Patty kolację. Wspierała ruch odnowy Kościoła Call to Action, przyjeżdżając na jego kongresy nawet gdy już poruszała się na wózku. Tak długo jak pozwalało jej zdrowie udzielała się też w swojej parafii, między innymi roznosząc chorym komunię. Zmarła mając dziewięćdziesiąt cztery lata. Pod koniec życia zwykła powtarzać: “ Najważniejszą rzeczą jest przesłanie Jezusa. Pozostałe zasady są dla ptaków. Więc nakarm głodnego, napój spragnionego, pomagaj chorym i odwiedzaj więźniów. To jest to, co robię.”

Obserwować, oceniać, działać. Ta metoda zaszczepiona jej i Patrickowi przez o. Hillenbranda (z którym potem poróżnili się o encyklikę Humenae Vitae) byla dla niej ważna do ostatnich dni.

 

 

Korzystałam z artykuły Roberta J McClory, Patty Crowley, giant of Catholic laity, dies at 92, The National Catholic Reporter (08.12.2005)

La bambina Vaticana

goldie-fot&paulVI

Rosemary Goldie podczas obrad Soboru Watykańskiego II

Jan XXIII miał się do niej czule zwrócić, nazywając la piccinina, bo była taka filigranowa. Dziennikarze przezwali ją la bambina Vaticana, bo jako pierwsza kobieta pełniła w Kurii Rzymskiej tak wysoką funkcję. Rosemary Goldie była Australijką, która w Watykanie pracowała przez czterdzieści lat, przez 9 lat będąc jedyną kobietą w kurii.

Inteligentna, mająca kontakty, nazywana apostołką apostolatu świeckich. Na soborze – na którym była jako jedna z nielicznych kobiet-audytorek – mówiono, że jest chodzącą encyklopedią na temat świeckich na całym świecie.

Goldie w wieku dwudziestu lat przyjechała do Europy studiować na Sorbonie dzięki prestiżowemu stypendium. To w Paryżu poznała organizacje świeckich katolików i stała się członkinią kobiecych Veritas, Grail i oraz studenckiego Pax Romana. Gdy dwa lata później wróci do Australii, zostanie szefową grupy Grail w Sydney. W 1944 znów dostaje stypendium, tym razem na dokończenie doktoratu. Rzuciła jednak studia angażując się przez następne sześć lat w pracę dla Pax Romana. To właśnie jako przedstawicielka Pax Romana pojechała Rzymu w 1951 r by asystować w organizacji Pierwszego Kongresu Apostolatu Świeckich. Ponieważ kończyła właśnie kontrakt w poprzedniej pracy w Pax Romana, chętnie przeprowadza się z Fryburga do Rzymu by od 1952 r. pracować, jako sekretarka Vittorio Veronese, który wtedy kierował Komitetem Stałym Międzynarodowego Kongresu Apostolatu Świeckich (COPECIAL) a potem został szefem UNESCO. Blisko współpracowała również z Pietroi Pavanem, późniejszym kardynałem i głównym autorem encykliki Jana XXII Pacem in terris. Przygotowywała drugi kongres kongres w 1957 i gdy Veronesse odszedł do UNICEF, w 1959 Goldie przejęła jego obowiązki, choć bez tytułu, bo została mianowana sekretarzem wykonawczym COPECIAL. Znalazła się więc w centrum wydarzeń i na wysokim stanowisku już przed soborem. W rozmowie z Carmel Mc Enroy pytającą ją o doświadczenia na soborze, ale też pracę w Watykanie mówiła, że nie jest materiałem na feministkę, bo nie jest fighterką, ale doświadczenia miała gorzkie. Była przekonana, że dyskryminowano ją w pracy w COPECIAL tylko dlatego że była kobietą i przyznała, że bardzo ją to dotknęło. Mówiła z resztą o swoim niezadowoleniu wielokrotnie, zwłaszcza że słynęła z ciętego języka.

goldie-fot2

Rosemary Goldie podczas studiów w Paryżu (1936-38)

W 1966 zostaje powołana na stanowisko jednego z dwóch podsekretarzy w nowo powstałej Kongregacji ds. Świeckich. To było najwyższe stanowisko jakie kiedykolwiek powierzono kobiecie w Kurii Rzymskiej.

Jednak w 1976 rada została zreformowana na mocy papieskiego motu proprio Apostolatus Peragendi co sprawiło, że stała się trwałą częścią struktury kurii. Dla Goldie znaczyło to jednak co innego. Po dziesięciu latach pracy, jej funkcję przejął ksiądz, a ona ma zacząć wykładać na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim.

Uczyła więc przez kolejne lata na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim, była konsultorką Sekretariatu ds. Promocji Jedności Chrześcijan i Rady ds. Świeckich. Ale gdy odsuwano ją ze stanowiska w Radzie ds. Świeckich, poszła do Pawła VI z zaprotestować, bo jej zwolnienie oznaczało, że w kurii nie będzie na takim wysokim stanowisku żadnej kobiety. Akurat na to, jak i na inne kwestie dotyczące kobiet i świeckich Goldie była wyczulona i potrafiła mieć niewyparzony język, odgryzając się nawet niektórym soborowym ojcom. Przede wszystkim jednak, priorytetowo traktowała sprawy miejsca świeckich w Kościele. Pamiętała też zawsze, że to co dotyczy świeckich dotyczy wszystkich kobiet, bo nie mając dostępu do kapłaństwa właśnie taki status mają w Kościele.

 

goldie-fot6

Żebro, gosposia i zagadka

ONA (dziennikarka) a ON (ksiądz) rozmawiają o kobietach w Kościele. „Najpiekniejszość”, żebro, gosposia… No zgadnijcie, kto to powiedział? Zagadka to nie tyle trudna, co pouczająca.

ONA: Może zbyt mało mówi Ksiądz o kobietach, a gdy już porusza ten temat, to z punktu widzenia macierzyństwa, bycia małżonką i matką itp. A jednocześnie kobiety są przywódczyniami krajów, międzynarodowych instytucji, armii. Jakie miejsce kobieta zajmuje  w Kościele?”

ON: „Kobiety są najpiękniejszym co Bóg stworzył. Kościół jest kobietą. Kościół jest rodzaju żeńskiego (ZR: w językach łacińskich). Teologii nie da się uprawiać bez kobiecego wymiaru. Ma pani rację, nie mówię o tym wystarczająco. Zgadzam się, że więcej pracy musi zostać włożone w teologię kobiety. Mówiłem to już i podjęte już zostały nad tym prace.

ONA: Czy dostrzega Ksiądz pewną ukrytą mizoginię?

ON: „Kobieta została stworzona z żebra … [śmieje się serdecznie] To żart. Żartuję. Zgadzam się, że powinno być więcej refleksji na temat kobiet, inaczej sam Kościół nie może być zrozumiany.

ONA: Możemy  spodziewać się wkrótce jakichś historycznych decyzji, jak kobieta powołana na szefową dykasterii, nie mówię, że kapłaństwa…

ON, śmiejąc się: Cóż, jakże często księża kończą podporządkowując się autorytetowi swoich gospodyń

Notatki z lektury: Kobieta boska tajemnica

OK, wiem, że to stara książka, bo wydana w 2006 r. Kobieta boska tajemnica, z ojcem Joachimem Badenim rozmawia Judyta Syrek (wyd. Rafael; Kraków, 2006).

Ale jak już mi ją przyszło przeczytać, to się podzielę wrażeniami. Zwykle unikam katolickich książeczek o kobietach, opatrzonych słowem tajemnica, mistycyzm, serce etc. w tytule. Albo też różą lub innym ckliwym obrazkiem na okładce. Unikam, bo często nawet przeglądać je trudno bez grymasu na twarzy i okrzyków: „No nie!” „Ta, jasne!” które bawią i dziwią współtowarzyszy podróży w tramwajach, sąsiadów w bibliotekach i innych kupujących w katolickich księgarniach.

Z resztą, co ja będę opowiadać. Wrzucam po prostu kilka cytatów.

„Mężczyzna w świecie będzie koncentrował się na prawdzie, kobieta zaś na dobru. Mężczyzna będzie szukał prawdy – analitycznie, dyskursywnie, szukając dowodów, a kobieta będzie szukała dobra – poznając je raczej intuicyjnie. Myślę, że taki dar ma każda kobieta, chyba, że wynaturzy się w imię równouprawnienia i stanie się pseudomężczyzną.” s. 15

„Komenderowanie nie jest kobiece. Kobieta powinna działać wpływem, a nie rozkazem.” s.19

„Uważam, że kobieta jest bardziej uduchowiona od mężczyzny. Dlaczego? Bo jest bardziej intuicyjna.”

(…) mężczyzna nie potrafi nakarmić. karmienie to kolejna tajemnica kobiety.”

„Kobieta jest z natury czuła. Mężczyzna tez jest czuły, ale inaczej.”

„(…) można przedłużyć aspekty fizjologiczne i powiedzieć, że kobietę charakteryzuje chęć przyjmowania i dawania.”

„Nie ma ideału kobiety. kobieta może być blisko jakiejś idei. Najbliżej idei jest Matka Boska oczywiście, która łączy w sobie dziewictwo, macierzyństwo i niepokalane poczęcie.” s. 36

„Tajemniczość mężczyzny jest za to równa zeru, przynajmniej w moim przekonaniu. Kobieta natomiast ma ciekawą i tajemniczą osobowość juz od najmłodszych lat.” s. 67

IMG_4749

„Kobiety mogą robić karierę. To zależy od ambicji. Ale namawiałbym kobiety do tego, by w świecie wykorzystywały swój niezwykły dar działania wpływem.” s. 90

„Myślę, że kobiety potrafia przyjmować sprawy państwa w sposób intuicyjny i dobrze wyczuwają dane potrzeby (…) Myślę, że gdyby kobiety uwierzyły bardziej w swoją kobiecość i nie próbowały za wszelka cenę dorównać mężczyźnie, mogłyby o wiele więcej zdzialać. Kiedy kobieta chce się upodobnić do mężczyzny, to traci swój boski wymiar.” s.82

„Jeżeli kobiety miałyby rządzić stale, to byłoby to odwróceniem porządku Bożego. Ale od czasu do czasu, jeżeli jest taka potrzeba, czemu nie.” s. 93